Archiwum autora: Krzysztof Orski

25. Sąd potwierdza nieważność umowy o tzw. kredyt denominowany i zakaz waloryzacji kredytów.

Nieokreślenie kwoty kredytu, naruszenie zasady walutowości, a w rezultacie nieważność umowy o tzw. kredyt denominowany w CHF. Ustawowy zakaz waloryzacji kredytów, kurs CHF ustalany przez bank nie jest miernikiem wartości. To najważniejsze, ale nie jedyne cenne myśli sędziego Błażeja Domagały  wyrażone w 31-stronicowym uzasadnieniu wyroku Sądu Okręgowego Warszawa-Praga z dnia 2 grudnia 2016r. Wyroku w sprawie o uchylenie bankowego tytułu egzekucyjnego wydanego w związku z tzw. umową o kredyt denominowany skonstruowaną przez d. BPH, odziedziczoną później przez PEKAO S.A. , w której miałem przyjemność i satysfakcję uczestniczyć jako pełnomocnik powoda.

Do obecnej chwili główna argumentacja w walce o „odfrankowienie” kredytów opierała się na niedozwolonym (abuzywnym) charakterze tzw.  klauzul przeliczeniowych (waloryzacyjnych/indeksacyjnych). Nic dziwnego, skoro zaczęła przynosić efekty w postaci korzystnych wyroków sądowych. Na taki charakter klauzul waloryzacyjnych wskazują tzw. istotne poglądy Rzecznika Finansowego i Prezesa UOKiK, czy wpisy do rejestru klauzul niedozwolonych. Taka argumentacja ma jednak poważne minusy. Po pierwsze nie mogą z niej skorzystać przedsiębiorcy. Po drugie to, czy postanowienie jest sprzeczne z dobrymi obyczajami i rażąco narusza interesy konsumenta jest kwestią ocenną pozostającą w obszarze uznaniowości sądu (co nierzadko skutkowało uznaniem postanowień za prawidłowe).

Powyższy wyrok przełamuje i to w sposób zasadniczy tę błędną, w mojej ocenie, narrację. Sąd, owszem, potwierdził również, że zastosowane w umowie klauzule przeliczeniowe spełniają przesłanki, aby uznać je za niedozwolone. Ale zrobił to niejako na marginesie. Głównym powodem uwzględnienia powództwa było stwierdzenie, że tzw. umowa kredytu jest sprzeczna nie z dobrymi obyczajami, ale z konkretnymi bezwzględnie obowiązującymi przepisami prawa i jako taka jest  nieważna.

A sprzeczność  tą dostrzegł w wielu niezależnych aspektach.

Po pierwsze sąd potwierdził, że umowa nie określa kwoty kredytu, a suma CHF wskazywana w umowie jako taka kwota, pełniła jedynie funkcję miernika wartości, mającego wyznaczać (wraz z nieznanym w dniu zawierania umowy kursem CHF) wysokość wypłacanych środków w PLN .  Sąd słusznie uwzględnił argumentację wykazującą, że skoro umowa z góry narzuca, że kredyt zostanie wypłacony w złotówkach, nie ma mowy o tym, aby traktować sumę CHF jako kwotę środków pieniężnych oddanych do dyspozycji kredytobiorcy.

Po drugie sąd stwierdził, że sytuacja, w której suma CHF określa wysokość kwoty kredytu, a tym samym wyraża zobowiązanie w walucie obcej, jest sprzeczna z ówczesną zasadą walutowości.

Po trzecie sąd przyznał, że z założenia waloryzacja kredytów jest zabroniona

Po czwarte sąd stwierdził, że kurs ustalany przez bank nie jest miernikiem wartości w rozumieniu art. 358(1)§2 Kodeksu cywilnego.

To tylko hasłowo wymienione najważniejsze ustalenia . W uzasadnieniu tym jest znacznie więcej „perełek” . Największą wartością tego orzeczenia jest kompleksowe podejście do tematu tzw. kredytów „we frankach” dokonane w oparciu o logiczną analizę obowiązujących przepisów prawa.

Wyrok z uzasadnieniem.

Reklamy

24. O przedawnieniu roszczeń z umów kredytowych słów kilka.

Co jakiś czas dochodzą do mnie zaniepokojone głosy kredytobiorców, czy w związku z tym, że zawarli umowę 10 lat temu, nie przedawniło im się prawo do dochodzenia roszczeń.

Chciałbym to wyraźnie i dobitnie podkreślić: 10-letni termin przedawnienia odnosi się nie do umowy jako takiej, ale do roszczeń majątkowych (art. 117 par. 1 Kodeksu cywilnego). W przypadku zaś sporów z bankami owymi roszczeniami są roszczenia o zapłatę bezpodstawnie dokonanych płatności. Owymi zaś płatnościami były zaś przede wszystkim kwoty uiszczone tytułem rat kredytowych. I to jest najważniejsze: owe 10 lat biegnie odrębnie dla każdej z płatności. Czyli, jeżeli ktoś zawarł umowę np. w 2003r., to jak najbardziej ma prawo domagać się zwrotu nienależnie dokonanych płatności dokonanych po (mając na uwadze, że ten wpis został napisany 14.09.2016r.) 14.09.2006r. A przy okazji doprowadzić do stwierdzenia przez sąd bądź, że umowa jest nieważna, bądź, że mechanizm uzależnienia kredytu od kursu CHF jest nieważny.

Oczywiście warto zapobiegać przedawnieniu jakichkolwiek roszczeń (np. poprzez składanie odpowiednio sformułowanych wniosków o tzw. zawezwanie do próby ugodowej), ale jeżeli już doszło do przedawnienia, to tylko w części. I nie zamyka to bynajmniej drzwi do procesu sądowego ukierunkowanego na stwierdzenie nieważności umowy bądź „odfrankowienie” kredytu.

 

23.Prawo unijne zabrania, tak jak to czynią nagminnie polskie sądy, oceniać abuzywność postanowień biorąc pod uwagę okoliczności, które wystąpiły po zawarciu umowy.

Przed chwilą przeczytałem kolejny wyrok, w którym sąd uznał, że wprowadzenie tzw. ustawy antyspreadowej i umożliwienie kredytobiorcom spłatę kredytu bezpośrednio w CHF wyłączyło abuzywny charakter klauzul przeliczeniowych dających prawo bankom do ustalania w sposób dowolny kursów sprzedaży CHF służących do wyliczania rat kredytowych. O zgrozo, był to wyrok Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, a więc sądu z założenia specjalizującego się w prawie konsumenckim.

Wszystkie tego typu orzeczenia (m. in. wyrok Sądu Najwyższego z 19 marca 2015r. IV CSK 362/14) wskazują, że autorzy tych wyroków nie zadali sobie trudu, aby przeczytać w wersji oryginalnej dyrektywę Rady 93/13/EWG w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich.

Gdyby sobie bowiem przeczytali wersję angielską lub francuską (zazwyczaj w tych językach uchwalane są akty prawa unijnego), dostrzegliby rażące błędy w polskim tłumaczeniu tego aktu, a zwłaszcza niezwykle istotny błąd w tłumaczeniu art. 4 ust. 1 Dyrektyw.

Cóż bowiem stanowi ten przepis? Pozwolę sobie zacytować wersję angielską, wersję francuską i naszą wersję polską w oficjalnym tłumaczeniu.

“Without prejudice to Article 7, the unfairness of a contractual term shall be assessed, taking into account the nature of the goods or services for which the contract was concluded and by referring, at the time of conclusion of the contract, to all the circumstances attending the conclusion of the contract and to all the other terms of the contract or of another contract on which it is dependent.”

“Sans préjudice de l’article 7, le caractère abusif d’une clause contractuelle est apprécié en tenant compte de la nature des biens ou services qui font l’objet du contrat et en se référant, au moment de la conclusion du contrat, à toutes les circonstances qui entourent sa conclusion, de même qu’à toutes les autres clauses du contrat, ou d’un autre contrat dont il dépend.”

„Nie naruszając przepisów art. 7, nieuczciwy charakter warunków umowy jest określany z uwzględnieniem rodzaju towarów lub usług, których umowa dotyczy i z odniesieniem, w czasie wykonania umowy, do wszelkich okoliczności związanych z wykonaniem umowy oraz do innych warunków tej umowy lub innej umowy, od której ta jest zależna.”

Gdzie tkwi błąd? Osoby znające cokolwiek prawniczy język angielski powinni to w lot wyłapać. Błąd tkwi w  tłumaczeniu słowa „conlusion”. Słowo to oznacza „zawarcie”. A w wersji polskiej zostało przetłumaczone na „wykonanie”. W tym aspekcie jest to błąd gigantyczny, wywracający do góry nogami intencje autora dyrektywy, tj. Rady Wspólnot Europejskich. Gdyby  bowiem poprawnie przetłumaczono przepis, winien on brzmieć mniej więcej tak:

„Z zastrzeżeniem art. 7, nieuczciwy charakter warunków umowy winien być oceniany z uwzględnieniem charakteru towarów lub usług, których umowa dotyczy, na moment zawarcia umowy, a także z uwzględnieniem wszelkich okoliczności towarzyszących zawarciu umowy  oraz innych warunków umowy lub innej umowy, od której ta jest zależna”.

Dyrektywa Rady  93/13/EWG w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich jednoznacznie więc stanowi: ABUZYWNOŚĆ POSTANOWIENIA OCENIA SIĘ ZAWSZE I WYŁĄCZNIE PRZY UWZGLĘDNIENIU OKOLICZNOŚCI ISTNIEJĄCYCH W CHWILI ZAWARCIA UMOWY.

Ustawa antyspreadowa, czy jakiekolwiek inne okoliczności które zaistniały po zawarciu umowy nie mogą być w świetle prawa  brane pod uwagę przy ocenie niedozwolonego charakteru umowy i nie mogą służyć legalizowaniu takichże zapisów.

A więc drodzy sędziowie: uczcie się języka angielskiego, nie bazujcie na rażąco błędnych tłumaczeniach aktów prawa unijnego i orzekajcie zgodnie z prawem!

 

22. Zakaz waloryzacji kredytów potwierdza… Związek Banków Polskich.

W ostatnim czasie dotarłem do niezwykle interesującego dokumentu. Pisma Prezesa ZBP do Prezesa UOKiK, a w zasadzie załączonego do tego przyjętego przez Radę Prawa Bankowego przy ZBP „Wyjaśnienia w świetle przeprowadzonych analiz prawnych wątpliwości w sprawie uwzględniania w oprocentowaniu mieszkaniowych kredytów walutowych (denominowanych lub indeksowanych do waluty obcej) ujemnej stawki indeksu LIBOR, z jednoczesnym zastrzeżeniem, że ustalone w ten sposób oprocentowanie nie może być niższe niż 0%”.

Treść tego dokumentu potwierdza jednoznacznie to, co oczywiste: art. 69 ust. 1 prawa bankowego, a w szczególności ujęta w tym przepisie regulacja, że kredytobiorca jest zobowiązany do zwrotu kwoty wykorzystanego kredytu wraz z odsetkami, jest przepisem bezwzględnie obowiązującym.

Skoro tak, to argument (który sygnalizowałem we wpisie nr 20), że na podstawie art. 358(1)§5 Kodeksu cywilnego (stanowiącego, że waloryzacji umownej nie można stosować, gdy bezwzględnie obowiązujące przepisy ustawowe regulują wysokość świadczenia pieniężnego) znalazł wsparcie z dość nieoczekiwanej strony.

21. Krótka zagadka o indeksacji/waloryzacji.

Krótka zagadka dla rozgrzewki umysłu:-).

Zgodnie z art. 69 ust. 1 prawa bankowego kredytobiorca jest zobowiązany do zwrotu wykorzystanej, czyli wypłaconej mu kwoty kredytu.

Jak myślicie?

Czy mechanizm indeksacji, zakładający, że wypłacony kredyt zostanie przeliczony na sumę CHF wg kursu kupna, a następnie ma być spłacany wg kursu sprzedaży pozostaje w zgodzie z powyższym wymogiem, czy też nie?

(Dla ułatwienia, zachęcam zerknąć na graficzne ujęcie funkcjonowania owego mechanizmu indeksacji/waloryzacji, który zamieściłem tutaj)

I jak to ma się do art. 58 Kodeksu cywilnego, zgodnie z którym czynność prawna bądź część czynności prawnej pozostająca w sprzeczności z bezwzględnie obowiązującymi przepisami ustawowymi jest nieważna?

 

20. Uzależnienie wysokości kredytu od kursu CHF jest sprzeczne z bezwzględnie obowiązującym prawem i jako takie nieważne.

Na początku myślałem, że miałem kredyt we frankach, później, że kredyt waloryzowany (indeksowany) do CHF, od ok. 1,5 roku – że waloryzacja opierała się na niedozwolonych postanowieniach umownych. Od kilku miesięcy miałem wątpliwości, a od kilkunastu dni jestem przekonany, że żadnej waloryzacji nie ma i nie było.

Zgodnie z prawem umowna waloryzacja to ustalenie przez strony umowy, że wysokość świadczenia będzie ustalana przez inny niż pieniądz (polski) miernik wartości.

„Strony mogą zastrzec w umowie, że wysokość świadczenia pieniężnego zostanie ustalona według innego niż pieniądz miernika wartości” (art. 358¹§2 Kodeksu cywilnego)

Jednocześnie zgodnie z prawem waloryzacja umowna nie może być stosowana w przypadkach świadczeń pieniężnych, których wysokość regulowana jest ustawowo.

„Przepisy § 2 i 3 nie uchybiają przepisom regulującym wysokość cen i innych świadczeń pieniężnych.” (art. 358¹§5 Kodeksu cywilnego)

Tzw. waloryzacja kredytów do CHF pozostaje w sprzeczności z obydwoma przepisami.

W dużym skrócie chodzi o to, że:

a) po pierwsze – kredyty „waloryzowane” /„indeksowane” (Czy zauważyli Państwo jak często należy brać w cudzysłów terminologię używaną przez „banki”?) do CHF nie są uzależnione od miernika wartości. Gdyby to miał decydować miernik wartości, to kredyt i raty kredytowe winny być powiązane z rynkowym kursem CHF (za taki można by uznać np. kursy publikowane przez NBP). Tymczasem – jak już chyba wszyscy doskonale wiedzą – o kursie CHF nie dycydował rynek, tylko wewnętrzna polityka banku, który w sposób arbitralny ustalał ten kurs. Tym samym wysokość naszych kredytów jest ustalana przez „widzimisię” banku, które to „widzimisię” z całą pewnością nie jest miernikiem wartości odzwierciedlającym zmiany w sile nabywczej świadczenia pieniężnego.

b) po drugie – art. 69 ust. 1 prawa bankowego wyraźnie stanowi, że kredytobiorca ma zwrócić uprzednio mu wypłacony kredyt.

„Przez umowę kredytu bank zobowiązuje się oddać do dyspozycji kredytobiorcy na czas oznaczony w umowie kwotę środków pieniężnych z przeznaczeniem na ustalony cel, a kredytobiorca zobowiązuje się do korzystania z niej na warunkach określonych w umowie, zwrotu kwoty wykorzystanego kredytu wraz z odsetkami w oznaczonych terminach spłaty oraz zapłaty prowizji od udzielonego kredytu.”

Skoro zaś ma zwrócić, to znaczy, że ma oddać to samo, co wziął. W tym przypadku kredytobiorca ma oddać takie samo świadczenie pieniężne, jakie otrzymał od banku. Od banku otrzymaliśmy (my kredytobiorcy) zaś konkretną kwotę pieniężną. Zważywszy na to, a także dodatkowo na to, że przekazywana kwota kredytu nie została – w naszym przypadku – poddana waloryzacji („waloryzacją”, zgodnie z umową, zostało objęte tylko nasze świadczenie w postaci zwrotu kredytu), wysokość naszego świadczenia (zadłużenia kredytowego) została ustalona – na mocy ww. przepisu ustawowego – jako równowartość otrzymanej od banku kwoty pieniężnej.

P.S. Aktualnie dochodzę do wniosku, że waloryzacja nigdy nie miała być waloryzacją, a miała na celu ukrycie zabronionego prawem dodatkowego źródła zysku (poza dozwolonymi odsetkami i prowizją). Ale o tym kiedyindziej.

P.S. Ten wpis to w dużym stopniu zasługa Pana Ryszarda Styczyńskiego, któremu serdecznie dziękuję za uporczywe drążenie tematu (a wszystkich zapraszam na blog Pana Ryszarda)

19. Klauzule waloryzacyjne są postanowieniami niedozwolonymi wymienionymi w art. 385(3) pkt 20 Kodeksu cywilnego.

W dyskusji na temat podstaw unieważnienia klauzul waloryzacyjnych wymienia się przede wszystkim zastrzeżone w tych klauzulach prawo banku do dowolnego kształtowania wysokości kursu CHF, a przez to wysokości rat i zadłużenia kredytowego (patrz: https://konieczchf.pl/2015/07/31/niedozwolony-charakter-uzaleznienia-kredytow-od-kursu-chf-zostal-juz-wielokrotnie-potwierdzony-orzeczeniami-sadowymi/ ).

Ale to nie jedyny „mocny” argument.

Zastrzeżone w postanowieniach indeksacyjnych prawo banku do decydowania o wysokości kursu CHF, a przez to o wysokości rat kredytowych i zadłużenia kredytowego sprawia, że istnieją pełne podstawy, aby uznać, że klauzule waloryzacyjne są klasycznym przykładem postanowień niedozwolonych w rozumieniu art. 385(3) pkt 20 Kodeksu cywilnego.

Przepis ten stanowi bowiem, że „w razie wątpliwości uważa się, że niedozwolonymi postanowieniami umownymi są te, które w szczególności przewidują uprawnienie kontrahenta konsumenta do określenia lub podwyższenia ceny lub wynagrodzenia po zawarciu umowy bez przyznania konsumentowi prawa odstąpienia od umowy”.

Z taką zaś sytuacją mamy właśnie do czynienia w umowach o kredyty indeksowane „frankiem”. Ceną w przypadku umowy kredytu są wszystkie świadczenia, które kredytobiorca musi zapłacić bankowi w związku z udzieleniem mu kredytu. Będzie to więc prowizja, ale również (i przede wszystkim) raty kredytowe. Wynagrodzeniem zaś są odsetki (również uwzględniane w ratach kredytowych, składających się z części kapitałowej i odsetkowej). A zatem klauzule waloryzacyjne uprawniające bank do określenia wysokości kursu sprzedaży CHF, a przez to do ustalania wysokości rat kredytowych są postanowieniami umownymi przewidującymi uprawnienie kontrahenta konsumenta do określenia lub podwyższenia ceny lub wynagrodzenia po zawarciu umowy.

Nie muszę dodawać, że w żadnej umowie (przynajmniej z tych, które do tej pory przeczytałem) nie uprawniono kredytobiorcy do odstąpienia od umowy kredytu w związku z powyższymi uprawnieniami banku do określania i podwyższania ceny kredytu i wynagrodzenia za udzielenie kredytu.

I – co należy podkreślić – nie ma tu znaczenia, że owe uprawnienie wynika z zastosowania mechanizmu indeksacji. Owszem, byłoby to okolicznością wyłączającą niedozwolony charakter postanowień (z omawianych powodów), ale tylko wówczas gdyby ów mechanizm indeksacji został w sposób jasny opisany w umowie.

Dlaczego tak twierdzę? Bo tak stanowią przepisy Dyrektywy Rady 93/13/EWG z dnia 5 kwietnia 1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich. A konkretnie ust. 1 lit. l i ust. 2 lit. d załącznika do tej dyrektywy zawierający wykaz warunków umownych mogących zostać uznanych za nieuczciwe (odpowiednik polskich klauzul niedozwolonych).
Z ust. 1 lit. l załącznika można dowiedzieć się wprost, że warunkami nieuczciwymi mogą zostać uznane „warunki, których celem lub skutkiem jest możliwość ustalania ceny towaru w momencie dostawy lub umożliwienie sprzedawcy towarów lub dostawcy usług podwyższenia cen bez zapewnienia konsumentowi prawa do unieważnienia umowy, jeśli w obu przypadkach cena jest zbyt wysoka w stosunku do cen obowiązujących w chwili składania zamówienia”. Czytając zaś ust. 2 lit. d załącznika dowiemy się zaś, że w sytuacji gdy wzrost ceny wynika z zastosowanego mechanizmu indeksacji cen, można nie zawierać w umowie zapisów uprawniających konsumenta do unieważnienia umowy w przypadku określonym w zacytowanym powyżej ust. 1 lit. l załącznika. Ale tylko wówczas gdy owa metoda indeksacji zostanie jasno przedstawiona.

Powyższe zapisy mają zastosowanie również do umów kredytowych indeksowanych do kursu waluty obcej. Potwierdził to Trybunał Sprawiedliwości UE w wyroku z dnia 30 kwietnia 2014 r. C-26/13 (sprawa Árpád Kásler p-ko OTP Jelzálogbank Zrt), który analizując treść umowy o „kredyt we frankach” wprost stwierdził, że „z art. 3 i 5 dyrektywy 93/13, a także z pkt 1 lit. j) i l) oraz z pkt 2 lit. b) i d) załącznika do tej dyrektywy wynika, że do celów przestrzegania wymogu przejrzystości zasadnicze znaczenie zyskuje kwestia, czy umowa wskazuje w sposób przejrzysty powody i specyfikę mechanizmu przeliczania waluty obcej, a także związek między tym mechanizmem a mechanizmem przewidzianym w innych warunkach dotyczących uruchomienia kredytu, tak by konsument mógł przewidzieć, w oparciu o jednoznaczne i zrozumiałe kryteria, wypływające dla niego z tego faktu konsekwencje ekonomiczne”

O tym zaś, że wymóg przejrzystego opisu mechanizmu waloryzacji nie został zachowany w umowach kredytowych pisałem już we wcześniejszym wpisie nr 16.