Archiwum autora: Krzysztof Orski

26. Sposób naliczania odsetek przewidziany w klauzulach indeksacyjnych jest sprzeczny z prawem.

Zawarte w umowach o tzw. kredyty indeksowane regulacje przewidujące przeliczenie wypłaconego kredytu na sumę CHF po kursie kupna z dnia wypłaty, a następnie uiszczanie rat odsetkowych lub kapitałowo-odsetkowych po kursie sprzedaży CHF spowodowały, że podstawą do naliczania odsetek mogła i może być kwota wyższa niż aktualna kwota pozostałego do spłaty kredytu. W większości przypadków już w dniu wypłaty kredytu odsetki były naliczane od kwoty wyższej niż kwota wypłaconego kredytu. Taka sytuacja nakazuje uznanie klauzul uzależniających wysokość rat kredytowych od kursu CHF za nieważne jako sprzeczne z prawem, a w rezultacie uznanie całych umów za nieważne. Nawet w sytuacji hipotetycznego (błędnego) założenia, że waloryzacja kredytów bankowych jest dopuszczalna.

W zasadzie chyba wszystkie umowy o tzw.  kredyty waloryzowane kursem CHF cechuje ten sam mechanizm: wypłacana w PLN kwota kredytu przeliczana jest na Sumę CHF po kursie kupna,  następnie bank w oparciu o tę Sumę CHF wylicza raty kredytowe w CHF, które z kolei kredytobiorca zobowiązany jest przeliczyć na PLN po kursie sprzedaży z dnia spłaty raty i zapłacić tę kwotę raty bankowi.

Mechanizm ten kojarzy się przede wszystkim z ustalaniem należności kredytowych w oparciu o kursy ustalane arbitralnie przez bank. I też w większości sporów sądowych ta okoliczność stanowi główny (mam wrażenie, że niekiedy jedyny) argument kredytobiorców. Nie dziwne. Większa część korzystnych dla „frankowiczów” wyroków wskazywała właśnie na tę okoliczność, jako przyczynę korzystnego rozstrzygnięcia.

Tymczasem ów mechanizm indeksacji daje nam o wiele bardziej konkretny argument, który w świetle przepisów prawa winien w mojej ocenie doprowadzić do potwierdzenia nieważności większości umów o kredyty waloryzowane. Tym argumentem jest zobowiązanie poprzez klauzule przeliczeniowe do płacenie odsetek od kwoty wyższej niż kwota wykorzystanego kredytu. I to już poczynając od dnia wypłaty kredytu. Zakładając, że bank wypłacił nam 1 stycznia 100 000 zł, podstawą do naliczania odsetek już 1 stycznia mogła być nie owa kwota 100 000 zł, ale np. 120 000 zł.

Z czego to wynika?

1. Zasadą jest, że jeżeli pożyczamy jakąś kwotę pieniężną to odsetki płacimy z dołu za okres, w którym korzystaliśmy z tejże użyczonej nam kwoty pieniężnej. Nie inaczej jest i w umowach kredytowych, w tym tych o kredyty waloryzowane. Tu również płacimy odsetki z dołu w ramach rat kredytowych.

Każda rata składa się z tzw. części odsetkowej i części kapitałowej (w niemałej części umów, pierwsze raty, w związku z okresem karencji w spłacie kredytu, były wyłącznie ratami odsetkowymi). Owa część odsetkowa to nic innego jak suma odsetek naliczonych w przypadku pierwszej raty – od dnia wypłaty kredytu, w przypadku każdej kolejnej – od daty zapłaty poprzedniej raty. Przyjmując, że bank wypłaciłby nam kredyt w kwocie 100 000 zł 1 czerwca, a pierwsza rata byłaby płatna 1 lipca, część odsetkowa tej raty obejmowałaby sumę odsetek naliczonych za każdy dzień, licząc od dnia 1 do 30 czerwca Rata płatna 1 sierpnia obejmowałaby sumę  odsetek naliczonych od  1 do 31 lipca. Itd., itd….

2. Zasadą również jest, że odsetki naliczane są od kwoty, której jeszcze nie oddaliśmy. Jeżeli bank wypłacił nam 100 000 zł 1 czerwca,  a w ramach raty uiszczonej 1 lipca, spłaciliśmy 1000 zł (będącej częścią kapitałową raty), to odsetki za okres 1-30 czerwca winny być naliczane od kwoty 100 000 zł, ale już za okres 1-31 lipca (płatne w ramach części odsetkowej raty uiszczanej 1 sierpnia) winny być naliczane  od kwoty 99 000 zł. Itd., itd…

3. Powyższe zasady zostały całkowicie zignorowane przez banki przy sporządzaniu wzorców umów o kredyty „waloryzowane kursem CHF”.  Otrzymując 1 czerwca kwotę 100 000 zł, mogliśmy już za ten dzień płacić odsetki od kwoty wyższej. Tak samo w  przypadku kolejnych rat kredytowych. I tu przychodzi myśl, że to zupełnie oczywiste. W końcu skoro kredyt miał być waloryzowany, to przecież jego wartość mogła ulec zwiększeniu i nic w tym dziwnego, że odsetki mogły być naliczane od kwoty wyższej. Owszem, zakładając dopuszczalność waloryzacji, odsetki mogły być naliczane od wyższej kwoty. Ale nie w tym rzecz. Mechanizm indeksacji ustanowił zobowiązanie do uiszczania odsetek od kwoty wyższej w sytuacji nieuzasadnionej waloryzacją kredytu.

4. Waloryzacja świadczeń pieniężnych to ustalanie wysokości świadczenia – będącego niezmiennie świadczeniem w walucie polskiej (indeksacja nie oznaczała „czarodziejskiej” zamiany kredytów z waluty PLN na CHF, którą to tezę, ku mojemu  zdziwieniu forsują co poniektórzy pełnomocnicy banków, zapominając, że prowadzą spór cywilnoprawny a nie księgowy) – w oparciu o inny niż pieniądz polski miernik wartości. W przypadku kredytów waloryzowanych kursem CHF tym miernikiem jest określona Suma CHF, a ustalanie wysokości kredytu dokonuje się poprzez przeliczenie tej Sumy CHF na PLN poprzez kurs CHF (na marginesie dziwnie to wygląda, że w zawartej umowie nie ma wskazanej tej Sumy CHF, a jest ona ustala dopiero później i to przez kurs tworzony przez Bank – mam poważne wątpliwości czy to jest zgodne z prawem). Oczywiście musi to być jakiś bieżący kurs CHF. Inaczej waloryzacja by nie funkcjonowała.

W przypadku większości umów jedynym kursem bieżącym był kurs sprzedaży, po jakim miały być przeliczane raty kredytowe (skądinąd stawia to pytanie, czy w tych umowach to aby nie same raty były waloryzowane, przy braku waloryzacji kredyt – na potrzeby tego postu przyjmijmy jednak, że ów kurs stanowił również podstawę do ustalania wysokości kwoty kredytu). Zważywszy, że raty te były płatne dopiero po jakimś czasie (zazwyczaj po ok. miesiącu od daty wypłaty kredytu), kredyt tym samym nie mógł być poddany waloryzacji w okresie między jego wypłatą, a płatnością pierwszej raty. 

W pewnej części umów kredyt był poddany waloryzacji już od dnia wypłaty. Zazwyczaj owa waloryzacja była oparta na bieżącym kursie sprzedaży, ale czasami również na bieżącym kursie kupna.

5. W przypadku umów, w której waloryzacja miała rozpocząć się dopiero z chwilą daty wymagalności pierwszej raty, nie było żadnych podstaw, aby uiszczać odsetki od kwoty wyższej niż kwota wypłaconego kredytu za okres do dnia płatności pierwszej raty. Przykładowo, jeżeli kredyt został wypłacony w kwocie 100 000 zł 1 czerwca, a pierwsza rata wyliczana w oparciu o kurs sprzedaży miała być płatna 1 lipca, waloryzacja kredytu nie mogła mieć jeszcze miejsca w okresie 1-30 czerwca. Tym samym odsetki za ten okres winny być płacone od kwoty 100 000 zł.

schemat naliczania odsetek

Kredytobiorca takiej gwarancji jednak nie miał. Umowa stanowiła bowiem, że kredytobiorca miał uiszczać raty (kapitałowo-odsetkowe lub odsetkowe) w wysokości ustalanej poprzez przeliczenie rat wyrażonych w CHF na PLN w oparciu o kurs sprzedaży z dnia płatności raty (czasami z dnia poprzedzającego dzień spłaty). I tu dochodzę do sedna  (proszę więc o szczególną uwagę). Otóż owa rata w CHF została wyliczona z Sumy CHF ustalonej w dniu wypłaty kredytu w oparciu o kurs kupna z tego dnia.  Ale już przeliczenie tej raty na PLN ma nastąpić w oparciu u kurs sprzedaży CHF z dnia płatności raty. A skoro tak, to podstawą do naliczenia odsetek od kredytu udzielonego w złotych i wypłaconego w złotych nie była kwota wypłaconego kredytu, ale kwota odpowiadającą iloczynowi wyliczonej pierwotnie Sumie CHF i kursowi sprzedaży z dnia spłaty raty. Gdyby ten kurs był wyższy od kursu kupna zastosowanego do wyliczenia Sumy CHF, podstawa do naliczania odsetek byłaby wyższa od kwoty wypłaconego kredytu już w dniu jego wypłaty (!).

Przykładowo, jeżeli bank wypłaciłby 1 czerwca kredyt w kwocie 100 000 zł, przeliczyłby tę kwotę na sumę 50 000 CHF po kursie kupna 2 zł, a 1 lipca w dniu płatności raty kurs sprzedaży wyniósłby 3 zł, podstawą do naliczania odsetek za okres 1-30 czerwca nie byłaby kwota 100 000zł, ale mniej więcej 150 000 zł (50 000 x 3).

Taka sytuacja jest wprost sprzeczna z przepisami prawa bankowego, zgodnie z którymi – co zupełnie oczywiste – odsetki winny być naliczane od kwoty wykorzystanego i pozostałego do zwrotu kredytu.

6. W przypadku umów, gdzie waloryzacja rozpoczęła swój bieg już od dnia wypłaty kredytu, przewidziany w nich sposób naliczania odsetek również był niezgodny z prawem. W tych przypadkach, zakładając dopuszczalność waloryzacji kredytów, odsetki winny być naliczane każdego dnia od kwoty ustalonej przez kurs CHF z danego dnia,  a nie dopiero kurs z dnia płatności raty. Inaczej ujmując, kredytobiorca nie powinien być zobowiązany do płacenia odsetek od sumy ustalonej na dzień 1 lipca, a od rzeczywistych kwot pieniężnych, z których korzystał każdego dnia w miesiącu czerwcu.

7. Bezpośrednią podstawą powyższego niezgodnego z prawem naliczania odsetek są postanowienia umowne nakazujące wyliczać raty kredytowe w oparciu o kurs sprzedaży CHF. Są to niewątpliwie jedne z najistotniejszych postanowień umownych, bez których banki na pewno nie zawarłyby umowy. To zaś winno oznaczać, w myśl art. 58 Kodeksu cywilnego nieważność całych umów.

8. Co należy odnotować, powyższy wadliwy sposób naliczania odsetek nie odnosi się tylko do pierwszej raty. Odsetki byłyby naliczane od wyższej kwoty niż kwota aktualnego pozostałego do zwrotu kredytu i w przypadku okresów późniejszych (również aktualnie) gdyby tylko kurs sprzedaży z dnia płatności wymagalnej raty był wyższy od kursu sprzedaży z dnia wymagalności raty poprzedniej. Zważywszy, że nie jest to rzadka sytuacja, takie naliczanie odsetek miało miejsce już wielokrotnie, zwłaszcza w okresach, w których kurs CHF rósł. A więc prawie przez cały czas licząc od lipca 2008r.

 

W mojej ocenie powyższa okoliczność  jest chyba najbardziej konkretnym, a przez to najefektywniejszym zarzutem, jaki można postawić umowom o kredyty indeksowane. Jako wynikający z praw matematycznych jest niepodważalny. Posługując się tym argumentem w prowadzonych przeze mnie sprawach nigdy nie uzyskałem racjonalnego ustosunkowania się do niego przez stronę bankową. Banki albo w ogóle nie odnoszą się do tej okoliczności, albo udają, że jej nie rozumieją, albo twierdzą, że kredyty waloryzowane/indeksowane kursem CHF to kredyty w CHF i odsetki naliczane są od sumy CHF 😊. W zasadzie jest jedna wada tego argumentu. Jako argument matematyczny i wymagający większego skupienia uwagi oraz jego zrozumienia nie jest łatwo przyswajalnym argumentem. Tym bardziej, że większość, jeżeli kojarzy problem kredytów „we frankach” to tylko przez pryzmat abuzywnego charakteru klauzul przeliczeniowych. Niemniej dobrze przedstawiony powinien dać do myślenia i znacząco zwiększyć szanse na korzystne rozstrzygnięcie.

Na koniec, w ramach nagrody za uważną lekturę i dotrwanie do tego miejsca wpisu, „zadanie z treścią”:

Jan Kowalski zawarł 20 maja 2008r. umowę kredytu z Bankiem „Bezpieczny Depozyt” S.A. Zgodnie z umową kredyt miał zostać oddany do dyspozycji w kwocie 400 000 zł i być waloryzowany kursem CHF. Dodatkowo umowa przewidywała, że: (i) wypłacona kwota kredytu zostanie przeliczona na Sumę CHF w oparciu o kurs kupna ustalony przez Bank na dzień wypłaty, (ii) pierwsza rata kapitałowo-odsetkowa miała być płatna miesiąc po wypłacie kredytu, a jej wysokość miała zostać ustalona poprzez przeliczenie raty w CHF, wyliczonej w oparciu o ustaloną w powyższy sposób sumę CHF, na PLN w oparciu o opublikowany przez Bank kurs sprzedaży  z dnia wymagalności raty.

Zakładając, że kredyt został w całości wypłacony 1 czerwca 2008r., I rata kapitałowo-odsetkowa miała być płatna 1 lipca 2008r., kurs kupna w dniu 1 czerwca 2008r. wyniósł 2 zł, kurs sprzedaży  w dniu 1 lipca 2008r. wyniósł 2,3 zł, oprocentowanie kredytu w okresie czerwiec – sierpień 2008r. wynosiło 4%, odsetki miały być naliczane od dnia wypłaty kredytu:

1) jaka kwota w złotych stanowiła podstawę do naliczania odsetek za 1 czerwca 2008r. w myśl postanowień umowy kredytu i powyższych parametrów?

2) jaka kwota w złotych stanowiłaby podstawę do naliczania odsetek za 1 czerwca 2008r. w myśl postanowień umowy kredytu, gdyby kurs sprzedaży w dniu 1 lipca wyniósł 3 zł?

3) jaka kwota w złotych stanowiłaby podstawę do naliczania odsetek za 1 czerwca 2008r. w myśl postanowień umowy kredytu, gdyby kurs sprzedaży w dniu 1 lipca wyniósł tyle co kurs kupna z dnia wypłaty kredytu, czyli 2 zł?

Poprawną odpowiedź napiszę za tydzień. Tymczasem powodzenia!

Zgodnie z zapowiedzią podaję kwotę, która stanowiła podstawę do naliczania odsetek od wypłaconego kredytu w sumie 400 000 PLN już w dniu wypłaty tej kwoty:

  1. 430 000 PLN
  2. 600 000 PLN
  3. 400 000 PLN

 

Reklamy

25. Sąd potwierdza nieważność umowy o tzw. kredyt denominowany i zakaz waloryzacji kredytów.

Nieokreślenie kwoty kredytu, naruszenie zasady walutowości, a w rezultacie nieważność umowy o tzw. kredyt denominowany w CHF. Ustawowy zakaz waloryzacji kredytów, kurs CHF ustalany przez bank nie jest miernikiem wartości. To najważniejsze, ale nie jedyne cenne myśli sędziego Błażeja Domagały  wyrażone w 31-stronicowym uzasadnieniu wyroku Sądu Okręgowego Warszawa-Praga z dnia 2 grudnia 2016r. Wyroku w sprawie o uchylenie bankowego tytułu egzekucyjnego wydanego w związku z tzw. umową o kredyt denominowany skonstruowaną przez d. BPH, odziedziczoną później przez PEKAO S.A. , w której miałem przyjemność i satysfakcję uczestniczyć jako pełnomocnik powoda.

Do obecnej chwili główna argumentacja w walce o „odfrankowienie” kredytów opierała się na niedozwolonym (abuzywnym) charakterze tzw.  klauzul przeliczeniowych (waloryzacyjnych/indeksacyjnych). Nic dziwnego, skoro zaczęła przynosić efekty w postaci korzystnych wyroków sądowych. Na taki charakter klauzul waloryzacyjnych wskazują tzw. istotne poglądy Rzecznika Finansowego i Prezesa UOKiK, czy wpisy do rejestru klauzul niedozwolonych. Taka argumentacja ma jednak poważne minusy. Po pierwsze nie mogą z niej skorzystać przedsiębiorcy. Po drugie to, czy postanowienie jest sprzeczne z dobrymi obyczajami i rażąco narusza interesy konsumenta jest kwestią ocenną pozostającą w obszarze uznaniowości sądu (co nierzadko skutkowało uznaniem postanowień za prawidłowe).

Powyższy wyrok przełamuje i to w sposób zasadniczy tę błędną, w mojej ocenie, narrację. Sąd, owszem, potwierdził również, że zastosowane w umowie klauzule przeliczeniowe spełniają przesłanki, aby uznać je za niedozwolone. Ale zrobił to niejako na marginesie. Głównym powodem uwzględnienia powództwa było stwierdzenie, że tzw. umowa kredytu jest sprzeczna nie z dobrymi obyczajami, ale z konkretnymi bezwzględnie obowiązującymi przepisami prawa i jako taka jest  nieważna.

A sprzeczność  tą dostrzegł w wielu niezależnych aspektach.

Po pierwsze sąd potwierdził, że umowa nie określa kwoty kredytu, a suma CHF wskazywana w umowie jako taka kwota, pełniła jedynie funkcję miernika wartości, mającego wyznaczać (wraz z nieznanym w dniu zawierania umowy kursem CHF) wysokość wypłacanych środków w PLN .  Sąd słusznie uwzględnił argumentację wykazującą, że skoro umowa z góry narzuca, że kredyt zostanie wypłacony w złotówkach, nie ma mowy o tym, aby traktować sumę CHF jako kwotę środków pieniężnych oddanych do dyspozycji kredytobiorcy.

Po drugie sąd stwierdził, że sytuacja, w której suma CHF określa wysokość kwoty kredytu, a tym samym wyraża zobowiązanie w walucie obcej, jest sprzeczna z ówczesną zasadą walutowości.

Po trzecie sąd przyznał, że z założenia waloryzacja kredytów jest zabroniona

Po czwarte sąd stwierdził, że kurs ustalany przez bank nie jest miernikiem wartości w rozumieniu art. 358(1)§2 Kodeksu cywilnego.

To tylko hasłowo wymienione najważniejsze ustalenia . W uzasadnieniu tym jest znacznie więcej „perełek” . Największą wartością tego orzeczenia jest kompleksowe podejście do tematu tzw. kredytów „we frankach” dokonane w oparciu o logiczną analizę obowiązujących przepisów prawa.

Wyrok z uzasadnieniem.

24. O przedawnieniu roszczeń z umów kredytowych słów kilka.

Co jakiś czas dochodzą do mnie zaniepokojone głosy kredytobiorców, czy w związku z tym, że zawarli umowę 10 lat temu, nie przedawniło im się prawo do dochodzenia roszczeń.

Chciałbym to wyraźnie i dobitnie podkreślić: 10-letni termin przedawnienia odnosi się nie do umowy jako takiej, ale do roszczeń majątkowych (art. 117 par. 1 Kodeksu cywilnego). W przypadku zaś sporów z bankami owymi roszczeniami są roszczenia o zapłatę bezpodstawnie dokonanych płatności. Owymi zaś płatnościami były zaś przede wszystkim kwoty uiszczone tytułem rat kredytowych. I to jest najważniejsze: owe 10 lat biegnie odrębnie dla każdej z płatności. Czyli, jeżeli ktoś zawarł umowę np. w 2003r., to jak najbardziej ma prawo domagać się zwrotu nienależnie dokonanych płatności dokonanych po (mając na uwadze, że ten wpis został napisany 14.09.2016r.) 14.09.2006r. A przy okazji doprowadzić do stwierdzenia przez sąd bądź, że umowa jest nieważna, bądź, że mechanizm uzależnienia kredytu od kursu CHF jest nieważny.

Oczywiście warto zapobiegać przedawnieniu jakichkolwiek roszczeń (np. poprzez składanie odpowiednio sformułowanych wniosków o tzw. zawezwanie do próby ugodowej), ale jeżeli już doszło do przedawnienia, to tylko w części. I nie zamyka to bynajmniej drzwi do procesu sądowego ukierunkowanego na stwierdzenie nieważności umowy bądź „odfrankowienie” kredytu.

 

23.Prawo unijne zabrania, tak jak to czynią nagminnie polskie sądy, oceniać abuzywność postanowień biorąc pod uwagę okoliczności, które wystąpiły po zawarciu umowy.

Przed chwilą przeczytałem kolejny wyrok, w którym sąd uznał, że wprowadzenie tzw. ustawy antyspreadowej i umożliwienie kredytobiorcom spłatę kredytu bezpośrednio w CHF wyłączyło abuzywny charakter klauzul przeliczeniowych dających prawo bankom do ustalania w sposób dowolny kursów sprzedaży CHF służących do wyliczania rat kredytowych. O zgrozo, był to wyrok Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, a więc sądu z założenia specjalizującego się w prawie konsumenckim.

Wszystkie tego typu orzeczenia (m. in. wyrok Sądu Najwyższego z 19 marca 2015r. IV CSK 362/14) wskazują, że autorzy tych wyroków nie zadali sobie trudu, aby przeczytać w wersji oryginalnej dyrektywę Rady 93/13/EWG w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich.

Gdyby sobie bowiem przeczytali wersję angielską lub francuską (zazwyczaj w tych językach uchwalane są akty prawa unijnego), dostrzegliby rażące błędy w polskim tłumaczeniu tego aktu, a zwłaszcza niezwykle istotny błąd w tłumaczeniu art. 4 ust. 1 Dyrektyw.

Cóż bowiem stanowi ten przepis? Pozwolę sobie zacytować wersję angielską, wersję francuską i naszą wersję polską w oficjalnym tłumaczeniu.

“Without prejudice to Article 7, the unfairness of a contractual term shall be assessed, taking into account the nature of the goods or services for which the contract was concluded and by referring, at the time of conclusion of the contract, to all the circumstances attending the conclusion of the contract and to all the other terms of the contract or of another contract on which it is dependent.”

“Sans préjudice de l’article 7, le caractère abusif d’une clause contractuelle est apprécié en tenant compte de la nature des biens ou services qui font l’objet du contrat et en se référant, au moment de la conclusion du contrat, à toutes les circonstances qui entourent sa conclusion, de même qu’à toutes les autres clauses du contrat, ou d’un autre contrat dont il dépend.”

„Nie naruszając przepisów art. 7, nieuczciwy charakter warunków umowy jest określany z uwzględnieniem rodzaju towarów lub usług, których umowa dotyczy i z odniesieniem, w czasie wykonania umowy, do wszelkich okoliczności związanych z wykonaniem umowy oraz do innych warunków tej umowy lub innej umowy, od której ta jest zależna.”

Gdzie tkwi błąd? Osoby znające cokolwiek prawniczy język angielski powinni to w lot wyłapać. Błąd tkwi w  tłumaczeniu słowa „conlusion”. Słowo to oznacza „zawarcie”. A w wersji polskiej zostało przetłumaczone na „wykonanie”. W tym aspekcie jest to błąd gigantyczny, wywracający do góry nogami intencje autora dyrektywy, tj. Rady Wspólnot Europejskich. Gdyby  bowiem poprawnie przetłumaczono przepis, winien on brzmieć mniej więcej tak:

„Z zastrzeżeniem art. 7, nieuczciwy charakter warunków umowy winien być oceniany z uwzględnieniem charakteru towarów lub usług, których umowa dotyczy, na moment zawarcia umowy, a także z uwzględnieniem wszelkich okoliczności towarzyszących zawarciu umowy  oraz innych warunków umowy lub innej umowy, od której ta jest zależna”.

Dyrektywa Rady  93/13/EWG w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich jednoznacznie więc stanowi: ABUZYWNOŚĆ POSTANOWIENIA OCENIA SIĘ ZAWSZE I WYŁĄCZNIE PRZY UWZGLĘDNIENIU OKOLICZNOŚCI ISTNIEJĄCYCH W CHWILI ZAWARCIA UMOWY.

Ustawa antyspreadowa, czy jakiekolwiek inne okoliczności które zaistniały po zawarciu umowy nie mogą być w świetle prawa  brane pod uwagę przy ocenie niedozwolonego charakteru umowy i nie mogą służyć legalizowaniu takichże zapisów.

A więc drodzy sędziowie: uczcie się języka angielskiego, nie bazujcie na rażąco błędnych tłumaczeniach aktów prawa unijnego i orzekajcie zgodnie z prawem!

 

22. Zakaz waloryzacji kredytów potwierdza… Związek Banków Polskich.

W ostatnim czasie dotarłem do niezwykle interesującego dokumentu. Pisma Prezesa ZBP do Prezesa UOKiK, a w zasadzie załączonego do tego przyjętego przez Radę Prawa Bankowego przy ZBP „Wyjaśnienia w świetle przeprowadzonych analiz prawnych wątpliwości w sprawie uwzględniania w oprocentowaniu mieszkaniowych kredytów walutowych (denominowanych lub indeksowanych do waluty obcej) ujemnej stawki indeksu LIBOR, z jednoczesnym zastrzeżeniem, że ustalone w ten sposób oprocentowanie nie może być niższe niż 0%”.

Treść tego dokumentu potwierdza jednoznacznie to, co oczywiste: art. 69 ust. 1 prawa bankowego, a w szczególności ujęta w tym przepisie regulacja, że kredytobiorca jest zobowiązany do zwrotu kwoty wykorzystanego kredytu wraz z odsetkami, jest przepisem bezwzględnie obowiązującym.

Skoro tak, to argument (który sygnalizowałem we wpisie nr 20), że na podstawie art. 358(1)§5 Kodeksu cywilnego (stanowiącego, że waloryzacji umownej nie można stosować, gdy bezwzględnie obowiązujące przepisy ustawowe regulują wysokość świadczenia pieniężnego) znalazł wsparcie z dość nieoczekiwanej strony.

21. Krótka zagadka o indeksacji/waloryzacji.

Krótka zagadka dla rozgrzewki umysłu:-).

Zgodnie z art. 69 ust. 1 prawa bankowego kredytobiorca jest zobowiązany do zwrotu wykorzystanej, czyli wypłaconej mu kwoty kredytu.

Jak myślicie?

Czy mechanizm indeksacji, zakładający, że wypłacony kredyt zostanie przeliczony na sumę CHF wg kursu kupna, a następnie ma być spłacany wg kursu sprzedaży pozostaje w zgodzie z powyższym wymogiem, czy też nie?

(Dla ułatwienia, zachęcam zerknąć na graficzne ujęcie funkcjonowania owego mechanizmu indeksacji/waloryzacji, który zamieściłem tutaj)

I jak to ma się do art. 58 Kodeksu cywilnego, zgodnie z którym czynność prawna bądź część czynności prawnej pozostająca w sprzeczności z bezwzględnie obowiązującymi przepisami ustawowymi jest nieważna?

 

20. Uzależnienie wysokości kredytu od kursu CHF jest sprzeczne z bezwzględnie obowiązującym prawem i jako takie nieważne.

Na początku myślałem, że miałem kredyt we frankach, później, że kredyt waloryzowany (indeksowany) do CHF, od ok. 1,5 roku – że waloryzacja opierała się na niedozwolonych postanowieniach umownych. Od kilku miesięcy miałem wątpliwości, a od kilkunastu dni jestem przekonany, że żadnej waloryzacji nie ma i nie było.

Zgodnie z prawem umowna waloryzacja to ustalenie przez strony umowy, że wysokość świadczenia będzie ustalana przez inny niż pieniądz (polski) miernik wartości.

„Strony mogą zastrzec w umowie, że wysokość świadczenia pieniężnego zostanie ustalona według innego niż pieniądz miernika wartości” (art. 358¹§2 Kodeksu cywilnego)

Jednocześnie zgodnie z prawem waloryzacja umowna nie może być stosowana w przypadkach świadczeń pieniężnych, których wysokość regulowana jest ustawowo.

„Przepisy § 2 i 3 nie uchybiają przepisom regulującym wysokość cen i innych świadczeń pieniężnych.” (art. 358¹§5 Kodeksu cywilnego)

Tzw. waloryzacja kredytów do CHF pozostaje w sprzeczności z obydwoma przepisami.

W dużym skrócie chodzi o to, że:

a) po pierwsze – kredyty „waloryzowane” /„indeksowane” (Czy zauważyli Państwo jak często należy brać w cudzysłów terminologię używaną przez „banki”?) do CHF nie są uzależnione od miernika wartości. Gdyby to miał decydować miernik wartości, to kredyt i raty kredytowe winny być powiązane z rynkowym kursem CHF (za taki można by uznać np. kursy publikowane przez NBP). Tymczasem – jak już chyba wszyscy doskonale wiedzą – o kursie CHF nie dycydował rynek, tylko wewnętrzna polityka banku, który w sposób arbitralny ustalał ten kurs. Tym samym wysokość naszych kredytów jest ustalana przez „widzimisię” banku, które to „widzimisię” z całą pewnością nie jest miernikiem wartości odzwierciedlającym zmiany w sile nabywczej świadczenia pieniężnego.

b) po drugie – art. 69 ust. 1 prawa bankowego wyraźnie stanowi, że kredytobiorca ma zwrócić uprzednio mu wypłacony kredyt.

„Przez umowę kredytu bank zobowiązuje się oddać do dyspozycji kredytobiorcy na czas oznaczony w umowie kwotę środków pieniężnych z przeznaczeniem na ustalony cel, a kredytobiorca zobowiązuje się do korzystania z niej na warunkach określonych w umowie, zwrotu kwoty wykorzystanego kredytu wraz z odsetkami w oznaczonych terminach spłaty oraz zapłaty prowizji od udzielonego kredytu.”

Skoro zaś ma zwrócić, to znaczy, że ma oddać to samo, co wziął. W tym przypadku kredytobiorca ma oddać takie samo świadczenie pieniężne, jakie otrzymał od banku. Od banku otrzymaliśmy (my kredytobiorcy) zaś konkretną kwotę pieniężną. Zważywszy na to, a także dodatkowo na to, że przekazywana kwota kredytu nie została – w naszym przypadku – poddana waloryzacji („waloryzacją”, zgodnie z umową, zostało objęte tylko nasze świadczenie w postaci zwrotu kredytu), wysokość naszego świadczenia (zadłużenia kredytowego) została ustalona – na mocy ww. przepisu ustawowego – jako równowartość otrzymanej od banku kwoty pieniężnej.

P.S. Aktualnie dochodzę do wniosku, że waloryzacja nigdy nie miała być waloryzacją, a miała na celu ukrycie zabronionego prawem dodatkowego źródła zysku (poza dozwolonymi odsetkami i prowizją). Ale o tym kiedyindziej.

P.S. Ten wpis to w dużym stopniu zasługa Pana Ryszarda Styczyńskiego, któremu serdecznie dziękuję za uporczywe drążenie tematu (a wszystkich zapraszam na blog Pana Ryszarda)